Benedykt Bornstein (1880-1948) – wybitny polski filozof, więzień Pawiaka, w l. 1945-1948 profesor filozofii na Uniwersytecie Łódzkim. Jego żona Jadwiga z Goldmanów Bornstein (1877-1971) była kustoszem Centralnej Biblioteki Pedagogicznej w Łodzi. Pochowani na cmentarzu ewangelicko-reformowanym w Warszawie. Wanda Falkowska (1924-1992) – autorka artykułów i reportaży o tematyce sądowej i społeczno-prawnej oraz powieści, działaczka „Solidarności”, działała w Komitecie Prymasowskim .

Jadwiga z Knollów Geyer (1864-1944) – córka warszawskich przemysłowców, żona łódzkiego fabrykanta Eugeniusza Geyer (1849-1928), razem z mężem podarowali plac pod budowę naszego kościoła. Jadwiga Geyerowa razem z córkami Anną Klawe (1890-1964) i Marią Lubieńską (1896-1963) ufundowały trzy ławki w kościele. Pochowana na starym cmentarzu na Ogrodowej w Łodzi w grobowcu Geyerów.

Wiesław Gerlicz (1872-1933) – ze starej rodziny ziemiańskiej wyznania ewangelicko-reformowanego, poseł na Sejm II RP, współzałożyciel spółki kolejowej „Siła i Światło”. Jego brat Oskar Gerlicz (zm.1941) był prezydentem Zgierza.

Jerzy Jelen (1900-1942) – pastor parafii łódzkiej w l. 1935-1941, aresztowany przez Gestapo, więzień Radogoszcza, zgniął w Dachau.

 

Natalia Jelinek – pierwsza kobieta delegatka na Synod Kościoła Ewangelicko-Reformowanego w 1922 roku.

 

Teodor Junod – Szwajcar, właściciel pierwszego łódzkiego kina „Urania” i ojciec słynnego aktora Eugeniusza Bodo (1899-1943)

 

Rudolf Langrod (1874-1957) – znany adwokat i notariusz w Wiedniu, Warszawie i Łodzi, w okresie międzywojennym ekspert z zakresu prawa handlowego. Pochowany na łódzkim cmentarzu ewangelicko-reformowanym.

 

Witold Pogorzelski (1895-1963) – wybitny polski matematyk, profesor uniwersytetów w Łodzi i Warszawie, w naszym kościele wziął ślub w 1929 roku, po II Wojnie Światowej był członkiem parafii. Pochowany w Alei Zasłużonych na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie

 

Adam Próchnik (1892-1942) – publicysta, działacz socjalistyczny (PPS), w l. 1928-30 poseł na Sejm II Rzeczpospolitej. W 1925 roku wziął ślub w naszym kościele. Pochowany na cmentarzu ewangelicko-reformowanym w Warszawie.

 

Edmund Nekanda-Trepka (1880-1964) – pochodził ze starej rodziny ziemiańskiej wyznania ewangelicko-reformowanego, inżynier chemik. W l. 1945-1958 był profesorem i później dziekanem Wydziału Chemii Politechniki Łódzkiej, a po przenosinach do Warszawy na Politechnice Warszawskiej. Pochowany na cmentarzu ewangelicko-reformowanym w Warszawie.

Wiktor Wagner (*25.11.1868 †17.07.1951), urodził się w Słucku jako drugi z trzech synów Pawła Wagnera (*1824 †1882) i Anny ze Schwenbergerów (*1837 †1905).
Wagnerowie byli ziemiańską szlachecką rodziną kalwińską, z dawna osiadłą na Litwie. Ojciec Wiktora, Paweł Wagner – jak głosi napis na jego warszawskim grobie – był professorem nauk przyrodzonych , nauczycielem w słynnej Akademii kalwińskiej założonej w Słucku przez Radziwiłłów. Jednak po powstaniu styczniowym i laicyzacji szkoły, prawdopodobnie na początku lat 70. XIX w. rodzina przeniosła się do Warszawy. Także i tu Adam Wagner uczestniczył w życiu zboru ewangelicko-reformowanego do swej śmierci w 1882 r. W ślady ojca poszli też synowie. Starszy brat Wiktora – Bronisław Wagner, lekarz oftalmolog – w latach 90. XIX w. był nawet członkiem Kolegium Kościelnego zboru warszawskiego.
     Wiktor Wagner po ukończeniu szkół podstawowych i odbyciu przepisowej praktyki zawodowej w aptekach warszawskich, 28 września 1893 r. uzyskał stopień prowizora farmacji b. Medycznego Fakultetu Imperatorskiego Uniwersytetu Warszawskiego . Potem przez siedem lat pracował w Łodzi, gdzie zatrudnił się w aptece szpitala Scheiblera na rogu ul. Przędzalnianej i Milionowej, a także w aptece szpitala Czerwonego Krzyża. Tu poznał swą przyszłą żonę, Elfrydę Binekównę (*02.10.1879 †21.01.1970), córkę wdowy, gospodyni (intendentki) szpitala Scheiblera – Otylii. Binekowie byli rodziną ewangelicko-augsburską, znaną później w Łodzi ze swej działalności w Towarzystwie Polaków-Ewangelików.
Mając pracę w Łodzi, Wiktor Wagner tutaj zamieszkał z żoną i tu urodziło się ich dwoje najstarszych dzieci: Anna (*1901 †28.03.1919) i Wacław (*27.07.1905 †03.06.1980). W Łodzi w 1905 r. zmarła też matka Wiktora – Anna Wagnerowa. Po jej śmierci Wiktor Wagner wyjechał z rodziną do Tomaszowa Mazowieckiego, gdzie również pracował w aptece, i gdzie urodził się mu kolejny syn – Kazimierz (*16.01.1907 †03.11.1964).
     Po kilku latach Wagnerowie wrócili do Łodzi. Rodzina powiększyła się też o najmłodszego z czwórki rodzeństwa – Zbigniewa (*02.02.1912 †12/13.03.1945). Do końca I wojny światowej Wiktor Wagner dzierżawił łódzkie apteki Wierzbickiego i Łabudzińskiego. Przez wiele lat mieszkali w domu na rogu Głównej i Kilińskiego, na I piętrze, nad apteką Hamburgera, przy czym mieszkanie ich połączone było wewnętrznymi drzwiami z laboratorium i salą posiedzeń Towarzystwa Aptekarzy, którego Wiktor Wagner był głównym działaczem i animatorem.
Koniec I wojny i ogłoszenie niepodległości otworzyły nowe możliwości. Po odbyciu półrocznych kursów dla okręgowych inspektorów farmaceutycznych zorganizowanych jeszcze przed końcem wojny na Uniwersytecie Warszawskim przez Ministerstwo Zdrowia Publicznego, Opieki Społecznej i Ochrony Pracy, Wiktor Wagner dostał nominację na inspektora farmaceutycznego. Zajął się organizacją tego urzędu przy Wydziale Zdrowia Województwa Łódzkiego i pracował na tym stanowisku przez 18 lat, to jest do przejścia na emeryturę w 1935 r. Za swoje zasługi dla rozwoju farmacji, otrzymał wtedy od ówczesnych władz koncesję na uruchomienie w Łodzi własnej apteki. Ponieważ nie dysponował potrzebnymi do tego funduszami, wszedł w spółkę z magistrem farmacji Albertem Alojzym Zieglerem, który poniósł koszty urządzenia apteki na ul. Piotrkowskiej vis á vis Grand Hotelu.
     Z wybuchem wojny, w grudniu 1939 r. Niemcy wysiedlili rodzinę Wiktora Wagnera z zajmowanego przy ul. Żwirki mieszkania, odebrano mu także aptekę, którą po podpisaniu volkslisty przejął w całości Albert Ziegler. Pozbawieni domu i środków do życia, w lutym 1940 r. Wagnerowie wyjechali do Warszawy, gdzie mieszkali już ich żonaci synowie. Po upadku powstania warszawskiego i opuszczeniu Warszawy, ostatecznie w lutym 1945 r. powrócili do Łodzi do swego przedwojennego mieszkania.
     W Łodzi Wiktor Wagner uruchomił odzyskaną aptekę i prowadził ją do swej nagłej śmierci latem 1951 r. Został potrącony przez samochód na ul. Piotrkowskiej, przed apteką. Miał 82 lata. Elfryda Wagnerowa, zmarła wiele lat później w Warszawie, w początku 1970 r. Wiktor Wagner i jego żona zostali pochowani na Cmentarzu kalwińskim w Warszawie przy ul. Młynarskiej, w tym samym grobie co wcześniej jego starszy brat Bronisław.
     Przez całe swe czynne życie zawodowe Wiktor Wagner zaangażowany był w najróżnorodniejsze prace społeczne, działalność zboru ewangelicko-reformowanego oraz Towarzystwa Polaków – Ewangelików w Łodzi. Jako młody człowiek, po przyjeździe do Łodzi wybrany został na sekretarza „Macierzy Szkolnej”, która organizowała za czasów carskich polskie tajne nauczanie. Brał udział w pracach Towarzystwa Kolonii Letnich dla Dzieci. Podczas I wojny światowej pracował jako sekretarz w Sekcji Farmaceutycznej Polskiego Komitetu Obywatelskiego, współdziałał z Polskim Czerwonym Krzyżem w Sekcji zaopatrywania potrzebujących w leki i środki opatrunkowe.
     Po I wojnie został prezesem Polskiego Towarzystwa Farmaceutycznego w Łodzi, i organizatorem sekcji naukowej tego Towarzystwa. zakładając przy nim laboratorium analityczne. Za zasługi około podniesienia zawodu farmaceutycznego, w 1930 r. otrzymał Złoty Krzyż Zasługi. Przez kilka lat (do 1938 r.), gdy do szkoły tej chodzili jego synowie, pełnił obowiązki przewodniczącego Koła Rodziców Gimnazjum im. J. Piłsudskiego w Łodzi, późniejszego 3 LO. Był także prezesem Kolegium Kościelnego Parafii Ewangelicko-Reformowanej w Łodzi. W domu Wagnerów gromadzili się liczni aptekarze jak i łódzcy działacze obu Kościołów ewangelickich. Szczególna przyjaźń łączyła Wiktora Wagnera z ks. Ludwikiem Zaunarem i ks. bp Karolem Kotulą.
Po II wojnie, po powrocie do Łodzi, Wiktor Wagner przez rok organizował od nowa pracę wspomnianego Szkolnego Koła Rodziców (choć synowie już szkołę ukończyli). Wznowił działalność Sekcji Naukowej przekształconej na Oddział Łódzki Polskiego Towarzystwa Farmaceutycznego, był członkiem Komisji Laboratoryjno-Analitycznej przy Okręgowej Izbie Aptekarskiej w Łodzi oraz członkiem Kolegium Kościelnego.
     Równie aktywny udział w życiu społecznym i kulturalnym Łodzi, a później Warszawy, brali trzej synowie Wiktora Wagnera – Wacław, Kazimierz i Zbigniew. Informacje o tym znaleźć można w pracy Szulców o Cmentarzu Ewangelicko-Reformowanym w Warszawie.
     Źródła: Dokumenty rodzinne w posiadaniu red. Krzysztofa Wagnera (wnuka Wiktora Wagnera) oraz B.Kopczyńskiej-Jaworskiej, jak również wspomniana publikacja Szulców.
Informacje z życiorysu i zachowanych dokumentów Wiktora Wagnera; oraz J. i E. Szulcowie, Cmentarz Ewangelicko-Reformowany w Warszawie, Warszawa 1989, s. 262; APŁ, UWŁ, sygn. 1165.

 

Ludwik Zaunar (1896-1945) – pastor parafii łódzkiej w l. 1922-1935, po Powstaniu Warszawskim wywieziony do obozu Dachau, gdzie zginął w lutym 1945 roku.

 

Biogramy łódzkie (fragmenty słownika):
http://bit.ly/2csCXN3

Kup teraz ten słownik w wersji papierowej:
http://bit.ly/1NnrMyv

Wydawnictwo Nukowe Semper:
http://semper.pl

Księgarnia Naukowa Semper
http://semper.istore.pl

 

fryderyk jelen1888-1903 Fryderyk Jelen, administrator z Warszawy

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

wladyslaw semadeni1903-1905 Władysław Semadeni, administrator z Żychlina

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

stefan skierski1905-1910 Stefan Skierski, administrator z Warszawy

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

tomasz tosio21910-1918 Tomasz Tosio, administrator z Serejów (Litwa)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


 

stefan skierski1918-1922 Stefan Skierski, administrator z Warszawy

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ludwik zaunar1922-1936 Ludwik Zaunar, pierwszy pastor na miejscu

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

jerzy jelen1936-1941 Jerzy Jelen, wywieziony do Dachau

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

1941-1945 kościół zamknięty

 

emil jelinek1945 Emil Jelinek, wyjechał do Czechosłowacji

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

kaziemirz ostachiewicz1945-1949 Kazimierz Ostachiewicz, repatriant z Wilna

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

jaroslaw niewieczerzal1949-1972 Jarosław Niewieczerzał

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

1972-1974 Zdzisław Tranda

 


jerzy stahl1974-1989, 1992-1995 Jerzy Stahl

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

1989-1991 Roman Lipiński

 


marek izdebski1991-1992 Marek Izdebski

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

od 1996 Semko Koroza

 

 



ul. Rejtana 12

 

 

 Cennik:

 

Dzierżawa (20 lat) - 1500 zł, dzierżawa dla parafian opłacających składki - 750 zł , odnowienie dzierżawy - 40% ceny, ustawienie pomnika - 10% wartości, użyczenie kościoła - 200zł, posługa duchownego dla osób nie będących członkami parafii - tel., pozwolenia na ustawienie pomnika oraz budowę grobu głębinowego uzyskać można w kancelarii parafii ewangelicko-reformowanej w Łodzi.

 

 

 

Parafia Ewangelicko-Reformowana w Łodzi
ul. Radwańska 37
Tel. (42) 637 74 44
Kancelaria czynna jest w godzinach 10-14 (we wtorek nieczynna).
Nr konta:
PL 24 1140 2017 0000 4402 0329 4725

 

 

Od czasu napisania przez Natalię Małachowską powyższego tekstu minęło już parę lat. Czas nie stał dla nas w miejscu. Trudno jest jednak odtworzyć dziś wiele wydarzeń. To podkreśla zresztą tylko wagę, jaką powinniśmy przywiązywać do kronikarstwa, bo potomni nie będą już mieli takiej łatwości odtwarzania naszych dziejów, jaka była częstokroć naszym udziałem.

Spróbuję jednak powiedzieć o paru rzeczach, które wydają się ważne dla najnowszej historii zboru łódzkiego.


Bardzo istotne było osiągnięcie finansowej samodzielności. Nie jest to wydarzenie z gatunku czysto „duchowych”. Oddaje jednak nasz stosunek do współodpowiedzialności za zbór. Chcemy sami utrzymywać nasz Kościół. Nie odbywa się to oczywiście bezboleśnie. Wymaga od nas dostrzeżenia konieczności ponoszenia wielokrotnie większych wyrzeczeń na rzecz zboru. Przynosi jednak, z Bożą pomocą, całkiem nie najgorsze rezultaty.

Od dawna już nie prosimy Konsystorza o dotowanie bieżących wydatków parafii. Sami płacimy nasze rachunki, ostatnio opłacamy też połowę wynagrodzenia proboszcza. Planujemy zresztą niedługo wziąć całość pensji pastora na swoje barki. Wtedy – poza sprawą nagłych i dużych wydatków, na przykład na remonty – bylibyśmy już zupełnie niezależni finansowo.

Piszę o tym dlatego, że przynajmniej tutaj, w Łodzi, postrzegamy to jako osiągnięcie pewnego rodzaju dorosłości, również w wierze. Jeśli bowiem naprawdę chcemy, by nasz Kościół istniał, musimy sami go budować.

Przez te lata dbaliśmy też o inne sprawy.

Nie będę podawał całej listy imprez, odwiedzin i innych form aktywności zborowej, jakie miały przez ten czas miejsce. Przypomnę o paru rzeczach, które na stałe wpisały się do naszego zborowego krajobrazu.

Zaczęło się od tego, że parę dobrych lat temu wpadliśmy na pomysł organizowania Święta Zboru. Z założenia nie miało to być szczególnie „poważne” wydarzenie. Po nabożeństwie – grillowanie, jedzenie sałatek i ciast, picie piwa. Stało się to trwałym elementem naszego kalendarza imprez. Odbywa się zawsze przed wakacjami. Od wielu lat jest doskonałym sposobem na wzajemne poznawanie się i budowanie naszej zażyłości.

Następnym tego rodzaju pomysłem są zborowe wycieczki. Było ich już kilka. Wybieraliśmy się razem do Pstrążnej, Istebnej, do czeskiej Pragi. Zawsze brało w tych wyjazdach udział ponad trzydzieści osób i wszyscy wracali zadowoleni. Te wspólne wyjazdy również bardzo dobrze wpływają na nasze wzajemne stosunki.

Mamy też wieczory gwiazdkowe, które oprócz typowych dla tego okresu i naszej refleksji teologicznej modlitw, życzeń, śpiewania kolęd, przynoszą nam kolejną okazję do bycia razem. Są też jeszcze jednym w ciągu roku „festiwalem ciast”. Nasze panie doszły już w ich wypiekaniu do takiej perfekcji, że trudno naprawdę myśleć przy tych okazjach o jakimkolwiek umiarze w jedzeniu. Nikt zresztą specjalnie się tym nie martwi...

Utrzymujemy w naszym zborze dwa partnerstwa z innymi parafiami ewangelicko-reformowanymi. Obie parafie znajdują się w Niemczech. W Weinheim i w Chemnitz. Pierwsze partnerstwo przez parę lat przeżywało zastój. Ostatnio udało nam się jednak je uaktywnić. Nasze Kolegium Kościelne odwiedziło Siostry i Braci mieszkających w Weinheim, potem delegacja stamtąd przyjechała do nas. Ostatnio natomiast mieliśmy ogromną przyjemność gościć ponad trzydziestoosobową grupę parafian z tego uroczego winnego zakątka regionu Niemiec.

Teraz planujemy już następne wymiany, następne spotkania...

Jeśli chodzi o parafię w Chemnitz, zawsze był to kontakt oparty na osobistych relacjach grupy naszych – na początku – młodych parafian oraz pastora Thoralfa Spiessa. W efekcie rozpoczęta została odbudowa domu w Pstrążnej. Teraz, po paru oficjalnych i wielu zupełnie nieoficjalnych wzajemnych odwiedzinach, to nasze partnerstwo można uznać za bardzo dobre.

Przez trzy kolejne lata organizowałem Dni Biblii w Łodzi, konferencje, które z założenia miały popularyzować Pismo Święte i jego kontekst kulturowo-historyczny wśród łodzian. Spotkania te gromadziły zawsze po kilkadziesiąt osób i odbijały się głośnym echem w mediach.

Ponad rok temu wznowiliśmy w naszym zborze godziny biblijne. Nie ma w tym może nic nowego i niespotykanego w tradycji reformowanej. Trzeba jednak uzmysłowić sobie, że przy braku czasu i coraz większym zapracowaniu (zwłaszcza młodych parafian), jest to przedsięwzięcie niełatwe do zorganizowania. Być może trudności tego rodzaju są naszą łódzką specyfiką. Teraz jednak mamy silną liczebnie grupę uczestników studiów biblijnych. Uczestniczy w nich przeważnie od dziesięciu do piętnastu osób. Są w tym gronie i ludzie bardzo młodzi i osoby nieco starsze. Szczerze mówiąc uważam, że powstanie, istnienie i działanie tej grupy jest jednym z ważniejszych osiągnięć „duchowych” w ostatnim okresie istnienia naszego zboru. Daje nam też bardzo konkretne, misyjne, nastawienie do otoczenia. Może – z Bożą pomocą – wspomóc nasz wzrost, również liczebny.<

W Łodzi, wiele lat temu, razem z p. Pawłem Wolskim-Brodzińskim, stworzyliśmy kwartalnik młodzieżowy „Wiosło”. Było to pismo kreowane w całości przez młodzież, która zajmowała się gromadzeniem informacji i kolportażem. Szybko staliśmy się popularni w całym Kościele. Do tej tradycji, do tego modelu „młodzieżowego głosu kościoła” postanowiła nawiązać kolejna grupa młodych ludzi spotykających się w naszej parafii. Stworzyli nową gazetkę, w zupełnie nowej szacie graficznej i nowym kształcie tematycznym. Zapytany o zgodę na wykorzystanie nazwy naszego „starego” pisma zgodziłem się na to z ogromną radością. W ten sposób kolejne pokolenie kontynuuje naszą dawną tradycję. „Wiosło” ukazuje się teraz nie jako kwartalnik, ale raczej „nieregularnik”. Wciąż jednak dociera do naszych domów i mówi o sprawach (tym razem tylko) naszych młodych Sióstr i Braci.

Co jakiś czas organizujemy też w naszym zborze nabożeństwa młodzieżowe. Bodaj przez kolejne cztery lata odbywały się u nas wspólne nabożeństwa komunijne dla trzech Kościołów Ewangelickich Rzeczypospolitej: reformowanego, augsburskiego i metodystycznego.

Przy naszej parafii powstał Instytut Tolerancji, o którym dość głośno jest nie tylko na naszym rodzimym gruncie. Wielokrotnie gościliśmy Oddział Regionu Łódzkiego Polskiej Rady Ekumenicznej, odbywały się też u nas spotkania ekumeniczne. Otwartość i chęć przekształcenia otaczającej nas „obcości” w „inność” jest dość częstym motywem naszego zborowego postępowania.

Od dawna, i to dość znacząco, włączamy się w różnego rodzaju działalność społeczną. Jakże inaczej mielibyśmy robić, jeśli mamy w sercach i pamięci przykład z czasów budowy kościoła, kiedy postanowiono odłożyć budowę (już rozpoczętą) i przeznaczyć pieniądze na posiłki dla bezdomnych. Teraz cokolwiek wymyślimy, nie będzie to tak szlachetne, jak czyn naszych przodków. Staramy się jednak, jak możemy – zbieramy pieniądze i inne dary dla ofiar jakiegoś nieszczęścia.

Mógłbym pisać wiele, ale tekst wykroczyłby daleko poza swoje ramy. Najważniejsze jednak jest nie to jak, ale to że kroczymy naprzód tą drogą, którą wytyczył dla nas Pan. Staramy się w naszym życiu realizować zasady służby, do jakiej wszyscy zostaliśmy przez Jezusa wezwani. Staramy się też dawać jak najlepsze świadectwo naszej wiary wszystkim, którzy na nas patrzą. I jeśli taka będzie Boża wola – o co się usilnie modlimy – będziemy to czynić dalej.

Organizacja życia w parafii kościoła ewangelicko-reformowanego w Łodzi

Życie wspólnoty w Łodzi jest bardzo zorganizowane, urozmaicone. Parafianie oprócz coniedzielnych nabożeństw spotykają się na spotkaniach po nabożeństwach, przy kawie i herbacie. Spotkania te mają charakter religijno-towarzyski. Działa Szkoła Niedzielna dla dzieci (podczas nabożeństw). Organizowane są spotkania młodzieżowe, tzw. godziny biblijne, wycieczki. Dwa razy do roku prawie wszyscy członkowie parafii spotykają się na świętach zborowych. Za najważniejsze święto w Zborze uznaje się Wielki Piątek. Wtedy to największa liczba parafian uczestniczy w nabożeństwie.

Wnioski z obserwacji nabożeństwa w Kościele ewangelicko-reformowanym w Łodzi

Nabożeństwa w kościele ewangelicko-reformowanym w Łodzi odbywają się w każdą niedzielę o godzinie 10.00. nabożeństwo trwa około 50 minut. Składają się na nie czytanie Biblii, jej interpretacja czyniona przez pastora podczas kazania, śpiewy pieśni, wspólne odmawianie modlitw. Na ławkach w kościele porozkładane są zbiory pieśni oraz egzemplarze Biblii. Pastor ma na sobie rodzaj togi, nie używa mikrofonu.

Średnia liczba parafian na coniedzielnych nabożeństwach to około 30-40 osób. W tylnej części kościoła rozłożone są liczne wydawnictwa książkowe, czasopisma o tematyce religijnej. Po skończonym nabożeństwie parafianie i pastor podchodzą do siebie, witają się, rozmawiają, wspólnie udają się na spotkanie w sali w budynku obok.

KOŚCIÓŁ JAKO WSPÓLNOTA

Społeczność kościoła ewangelicko-reformowanego w Łodzi jest społecznością niewielką. Liczy dokładnie 137 konfirmowanych parafian. Założyłyśmy, że wielkość wspólnoty wpływa na jej jakość. Żeby zweryfikować naszą hipotezę przeprowadziłyśmy kilkanaście wywiadów z członkami tego kościoła. Zgromadzony materiał to kilka kaset magnetofonowych. Niewątpliwym mankamentem zastosowanej przez nas metody badawczej było nie korzystanie z „dobrodziejstw” doboru losowego czy celowego, w związku z czym istnieje niebezpieczeństwo braku reprezentatywności przeprowadzonych przez nas badań. To zaniedbanie tłumaczymy ograniczeniami czasowymi. Na obiektywne badania składające się w pierwszej turze z doboru celowego, w drugiej z losowego, potrzebne było znacznie więcej czasu, którego nie miałyśmy. Nasz dobór respondentów był w znacznej mierze przypadkowy, starałyśmy się jednak by byli to ludzie młodsi i starsi, kobiety i mężczyźni. Myślimy więc, że nasze badania można potraktować jako badania pilotażowe społeczności kościoła ewangelicko-reformowanego w Łodzi.

Przeprowadzone badania były wywiadami swobodnymi ze standaryzowaną listą poszukiwanych informacji (klasyfikacja Lutyńskiego). Interesowały nas trzy podstawowe zagadnienia, które uznałyśmy za ważne z punktu widzenia badanej społeczności:

  1. Indywidualne historie przynależności do kościoła. Czy członkowie zboru należą do niego z „dziada pradziada”, czy też przystąpili do wspólnoty dopiero w dorosłym życiu?
  2. Społeczność kościoła ewangelicko-reformowanego w Łodzi w oczach samych parafian, również pastora. Czy więzy charakterystyczne dla tej wspólnoty są więzami pierwotnymi, nacechowanymi emocjonalnością, trwałymi, czy też są to więzy wtórne, formalne, wyabstrahowane z wszelkiej uczuciowości? Czy jest to społeczność spójna wewnętrznie, zintegrowana, posiadająca własną tożsamość grupową?
  3. Jak kościół ewangelicko-reformowany w Łodzi jest postrzegany, zdaniem jego członków, przez społeczeństwo? Czy czują się wyalienowani, dyskryminowani? Jak oni postrzegają resztę społeczeństwa, katolików?

Z przeprowadzonych przez nas badań wynika, że większość parafian od urodzenia jest członkami kościoła ewangelicko – reformowanego. Według relacji pastora tylko około jedna trzecia parafian przystąpiła do kościoła dopiero w dorosłym życiu. Wielu parafian jest pochodzenia czeskiego. Rodzina przeprowadziła się z Czech uciekając przed kontrreformacją. To bardzo często pojawiający się w naszych wywiadach scenariusz wydarzeń. Z Czech przenosili się do Zelowa, który obok Bełchatowa i Kleszczowa jest największym skupiskiem ludzi tego kościoła w Polsce. Dopiero z Zelowa parafianie przenosili się do Łodzi, gdzie zakładali rodziny i osiedlali się na stałe. Nie zawsze wiązali się jednak z kalwinami. Z przeprowadzonych przez nas wywiadów wynika, że często w więzy małżeńskie wstępowali z katolikami. Tak na przykład mężczyzna około 50 lat z wykształceniem wyższym opowiada, że czuje się pokrzywdzony z powodu wychowania dzieci w Kościele katolickim przez żonę, która należy do tego kościoła. Inny znany nam przypadek jest wprost odwrotny. Ojciec parafianki, która udzieliła nam wywiadu, przeprowadził się z Czech do Zelowa, gdzie ożenił się z katoliczką. W wychowaniu dzieci obecne były pierwiastki zarówno katolicyzmu, jak i protestantyzmu, z przewagą jednak, za pełną zgodą matki, tych ostatnich. Dzieci mogły wybrać, do którego kościoła chcą należeć. Nasza respondentka mówi, że kościół katolicki daleki był jej duchowości, wybrała protestantyzm. Inna kobieta, z wykształceniem wyższym, około 30 lat, opowiada, że wychowywała się w Pabianicach, gdzie nie uczestniczyła w życiu wspólnoty. Do kościoła chodziła sporadycznie. Do uczestnictwa w życiu religijno-towarzyskim zachęcił ją, 10 lat temu, lider młodzieży tego kościoła, przysyłając zaproszenie na spotkanie młodzieży. Od tej pory aktywnie uczestniczy w życiu wspólnoty.

Jeśli chodzi o samą społeczność kościoła ewangelicko-reformowanego w Łodzi, to jest to społeczność bardzo zintegrowana. Zaryzykowałybyśmy nawet stwierdzenie, że dla członków tej wspólnoty charakterystyczne jest poczucie własnej wyjątkowości, wyższości nad katolikami. Co prawda, w przeprowadzonych wywiadach nie pojawia się ani razu wypowiedź mówiąca o tym wprost, jednakże analiza materiałów ujawnia takie przekazy implicite. Oto słowa jednego z parafian: Nie przychodzę do kościoła, żeby posiedzieć w ławce jak katolicy. Podkreśla swoje świadome uczestnictwo w nabożeństwie. Tym bardziej, że nie jest ono, według kanonu wiary tego kościoła, obligatoryjne. Na nabożeństwo przychodzi wtedy, gdy znajdzie czas w swoim napiętym harmonogramie i angażuje się w nie „całym sobą”. Takie zaangażowanie, jak również bardzo świadoma, głęboka wiara, charakterystyczna jest dla parafian tego zboru. Znajomość Biblii w tej społeczności jest bardzo dobra. Również wiedza dotycząca katolicyzmu i kościoła katolickiego jest duża.

Nabożeństwo jest ważnym czynnikiem integrującym. Trwa około jednej godziny i przyciąga wielu parafian. To co uderzyło nas podczas niedzielnej obserwacji w kościele, to metalowe tace, na które składane są ofiary. Nie są to zamknięte na klucz puszki, tak charakterystyczne dla kościoła katolickiego. Funkcjonowanie wspólnoty oparte jest na wzajemnym zaufaniu. To zaufanie „rzuciło się nam w oczy” również podczas obserwacji spotkania o charakterze towarzysko-religijnym, zaraz po nabożeństwie. Tu również zwróciłyśmy uwagę na tece, na które parafianie rzucali składkowe 2 złote (kawa, herbata). Tu nikt nikogo nie sprawdzał, a mimo to każdy zostawiał pieniądze.

Spotkania po niedzielnym nabożeństwie są bardzo silnym czynnikiem integrującym. Dla wielu z nas to jedyna okazja, żeby się spotkać, porozmawiać – mówi jedna z parafianek. Członkowie zboru mieszkają daleko od siebie, często w różnych dzielnicach, niektórzy poza Łodzią. Ci spoza miasta tylko w niedzielę ściągają na nabożeństwo, zaś po nim, na „herbatce”, mają jedyną okazję do spotkań ze znajomymi. Te spotkania maja charakter religijno-towarzyski, najczęściej zaś, według relacji parafian, przekształcają się w spotkania wyłącznie towarzyskie. Kościół organizuje również wiele innych imprez jednoczących społeczność (wycieczki za granicę do krajów protestanckich, wyjazdy do Zelowa, w góry, obozy dla młodzieży).

Dla społeczności tego kościoła charakterystyczne są partnerskie relacje księdza z parafianami. Pastor jest tylko jednym ze zboru, takim samym jak każdy inny, szeregowy parafianin – opowiada o sobie proboszcz tej parafii. W kalwinizmie bowiem nie ma stanu kapłańskiego, usytuowanego wyżej w hierarchii wiernych, gdzieś pomiędzy Bogiem a ludem (status pośrednika). moje koleżanki są zdziwione, kiedy pastor wpada do mnie do pracy, żeby pogadać – opowiada nam jedna z parafianek. Ksiądz tego kościoła dodaje, że dzięki niewielkiej liczebności parafian może pozwolić sobie na „jakościowe” relacje z wiernymi: odwiedza ich, rozmawia, uczestniczy w kolejnych narodzinach i zgonach.

W ocenie zarówno pastora, jak i samych parafian jest to społeczność bardzo zintegrowana, zżyta. Na spotkaniach po nabożeństwie czujemy się wspólnotą – mówi 30-letni parafianin z wykształceniem wyższym. Inna parafianka podkreśla, że lubi przychodzić na te spotkania, gdzie mile spędza czas. Jeszcze inna opowiada, że ludzie z kościoła stanowią jej krąg przyjaciół, wspólnie obchodzą święta. Mówi, że wszyscy znają się z widzenia, nie zawsze jednak z nazwiska. Nie wszyscy jednak uczestniczą w życiu wspólnoty. Jestem na rencie, zajmuję się domem. Nie mam czasu, żeby działać we wspólnocie – mówi jeden z naszych respondentów. Ten sam mężczyzna dodaje, że protestanci są milsi i nastawieni do siebie przyjaźniej niż katolicy. Uważa jednak, że są plotkarzami.

Badając społeczność kościoła ewangelicko-reformowanego szczególnie interesowało nas, czy jej członkowie czują się dyskryminowani, wyalienowani ze społeczeństwa, obcy. Jak postrzegają ich inni mieszkańcy Łodzi? Czy padają ofiarą stereotypizacji (stereotyp innowiercy)? Kofta i Sędek definiują myślenie stereotypowe jako ? przypisywanie ludziom pewnych cech tylko dlatego, że należą do pewnej grupy społecznej (Kofta, Sędek, 1999). Psycholog społeczny E. Aronson pisze, że stereotyp jest to ?generalizacja odnosząca się do grupy, w ramach której identyczne charakterystyki zostają przypisane wszystkim bez wyjątku jej członkom, niezależnie od rzeczywistych różnic między nimi (Aronson, 1997). W książce Stereotypy i uprzedzenia czytamy: Ludzie spostrzegają siebie i innych przez pryzmat grupowej przynależności (red. Chlewiński, 1992). Analiza zebranego materiału wykazała, że członkowie tej wspólnoty raczej nie czują się dyskryminowani. Studentka drugiego roku UŁ powiedziała: Traktują mnie jak ciekawy okaz, ale nie czuję się wyalienowana. Pytają na czym polega moja wiara. Mężczyzna około 30-tki stwierdził: Nie czuję się dyskryminowany. Nie afiszuję się ze swoją innością, ale jeśli trzeba to o niej mówię. Kobieta około 30-tki opowiada, że spotyka się z ciekawością. Ma wielu znajomych spoza swojego kościoła. Ona również nie czuje się dyskryminowana. Zdarzają się jednak głosy wprost przeciwne. Mężczyzna około 50-ciu lat mówi, że spotyka się z niezrozumieniem i to we własnej rodzinie. Żona, jej rodzice i krewni są katolikami. Próbują mnie na siłę nawracać – żali się.

Często w wywiadach przewijało się stwierdzenie, że dany parafianin nie afiszuje się jako protestant, ale nie wstydzi się swojego kościoła. Jeśli rozmowa schodzi na odpowiednie tory, mówi o swojej inności. Zresztą ludzie ci są bardzo wyedukowani w teologicznych kwestiach. Bardzo dobrze znają Biblię i potrafią logicznie argumentować. Często tego rodzaju rozmowy kończą się „dialektyczną klęską” katolików, w przypadku których znajomość Biblii jest bardzo słaba.

Być może tak niski poziom dyskryminacji wiąże się ze słabą pozycją tego kościoła w Polsce. Jeżeli grupa obca spostrzegana jest jako silna i (potencjalnie bądź realnie) zagrażająca interesom grupy własnej, może dojść do wytworzenia uproszczonej reprezentacji tej grupy jako zbiorowego wroga (Kofta, Sędek, 1999). Autorzy nazywają to zjawisko „stereotypem duszy grupowej”. Parafia ewangelicko-reformowana w Łodzi liczy tylko 137 członków, nie może więc być postrzegana jako taka, która zagrażałaby interesom katolików. Jeśli przyjąć, że statystyczny Polak nie zna różnic między kalwinami i luteranami, nawet między protestantami a wyznawcami prawosławia, i przypisuje im wspólną etykietę innowierców, to i tak jest ich tak mało w naszym kraju, że nie mogą być traktowani jako potencjalni wrogowie. Tym właśnie tłumaczyłybyśmy tak niski poziom dyskryminacji. Stereotypizacja ulega intensyfikacji, jeśli grupy nie kontaktują się wcale lub te kontakty są bardzo rzadkie (Stephan, 1999). W przypadku badanej przez nas społeczności nie ma mowy o takiej alienacji. Kalwini w Łodzi pracują z katolikami i mają wśród nich wielu znajomych, a ich dzieci chodzą do szkoły z dziećmi katolickimi. Nie mogło więc dojść do wytworzenia się ?stereotypu duszy grupowej? (Kofta, Sędek, 1999).

Nasi respondenci mówią o mniejszej tolerancji ze strony ludzi starszych. Przez nich rzeczywiście są czasem postrzegani jako innowiercy i określenie to ma wydźwięk zdecydowanie pejoratywny. Rodzice mojej żony nie mogą pogodzić się z myślą, że nie jestem katolikiem – mówi 50-letni mężczyzna. Opinie ludzi starszych oparte są na stosunkowo małej wiedzy, a na silnym komponencie emocjonalnym (red. Chlewiński, 1992). Ludzie ci bardzo silnie przywiązani są do tożsamości Polaka, której nieodłącznym elementem jest katolicyzm. Bez kontrastu między nami i nimi nie istnieje tożsamość etniczna (Bokszański, 1997).

Poziom tolerancji u ludzi, z którymi spotykają się parafianie kościoła ewangelicko-reformowanego w Łodzi jest bardzo różny. Waha się od skrajnej dyskryminacji do pełnego zrozumienia i akceptacji. Zależy to od indywidualnych predyspozycji, socjalizacji, wieku. Jednostka jest właściwie nie tyle nosicielem stereotypu, co jego współtwórcą (Bokszański, 1997).

Nasi respondenci narzekali na bardzo niski poziom wiedzy o ich kościele. Doskwiera mi ludzka ignorancja. My o katolicyzmie wiemy wiele – żali się kobieta, która zgodziła się udzielić nam wywiadu. Spotykają się z bardzo różnymi pytaniami ze strony katolików. Do standardowych należą te o wiarę w Boga, czy o obecność świąt w ich protestanckim kalendarzu, mniej typowe to te o spowiedź powszechną (czy polega na zbiorowym krzyku?), czy też o deptanie wizerunku Maryi w akcie profanacji.
Społeczność kościoła ewangelicko-reformowanego w Łodzi jest społecznością bardzo zintegrowaną, posiadającą silne poczucie przynależności. Więzy charakterystyczne dla tej wspólnoty to więzy pierwotne, bardzo silne, nacechowane emocjonalnością. Kościół ten prowadzi liczne akcje integrujące własnych parafian, jak i akcje ogólnospołeczne, samopomocowe. Uczestniczy bardzo aktywnie w ruchu ekumenicznym w Łodzi. Członkowie tego kościoła nie są, ani nie czują się wyalienowani z łódzkiej społeczności, choć protestantyzm jest bardzo ważnym elementem ich tożsamości. Nie czują się też dyskryminowani. Teraz jest już spokój, ale jakieś dwadzieścia lat temu regularnie wybijano nam szyby w parafii i umieszczano na murach obraźliwe napisy – mówi pastor łódzkiej parafii.

Ks. Semko Koroza

BIBLIOGRAFIA

  1. Aronson E., Psychologia społeczna, Zysk i S-ka, 1997.
  2. Bokszański Z., Stereotyp a kultura, Wrocław 1997.
  3. Kofta, Sędek, Stereotyp duszy grupowej, [w:] Stereotypy i uprzedzenia, red. Z. Chlewiński, PAN, Warszawa 1992.
  4. Stephan W. G., Stephan C. W., Wywieranie wpływu przez grupy, GWP, Gdańsk 1999.